Sunday, September 4, 2016

WF-4. Ulubiony film lub książka związana lub pasująca klimatem do uniwersum?

Tu jednak się wyłamię trochę bo zawsze byłem Tolkienowcem i nie mogę tego pominąć w moich wynurzeniach. W podstawówce przeczytałem władcę pierścieni pierwszy raz ... potem jeszcze parę razy w całości i milion razy fragmentami. Czytałem wszystko co było w jakikolwiek sposób związane z Władcą Pierścieni, wszystkie zaginione, niedokończone, niedopowiedziane, nienapisane opowieści, nawet encyklopedię Śródziemia czytałem ... i oczywiście Silmarilion (zacząłem nawet słuchać Maryllion bo wyczytałem że ich nazwa pochodzi właśnie od Silmarili).




Bardzo lubiłem wracać do Silmariliona i czytać o różnych bohaterah na przestrzeni er w Śródziemiu. byłem zdziczałym, ortodoksyjnym i zapatrzonym w Tolkienowski Świat pryszczatym miłośnikiem fantastyki, który nienawidził wszelkiego rodzaju Harrych Potterów i innych takich tworów ... do momentu kiedy nie poczytałem Sapkowskiego :) ... potem się uspokoiłem już i otworzyłem się też na inną fantastykę.

Age of Sigmar - scenariusz ze spadającymi meteorami

Zebraliśmy się w parę osób i pograliśmy trochę w Age of Sigmar.

W pierwszej bitwie na 700 punktów spotkałem się z demonami dowodzonymi przez Great Unclean One. Ja grałem oczywiście zwierzoludźmi dowodzonymi przez doombulla.

Ungor riders szybko przejmują jeden ze znaczników

Horrory tuż przed rzutem cygora 

Cygor celuje w pink horrory - zabija pięć z nich. 

Scenariusz to "escalation" który w skrócie mówi o tym że oddziały obu armii wchodzą do gry sukcesywnie aż do trzeciej tury. Punkty dostawaliśmy na koniec każdej tury za każdy trzymany znacznik.

Nauczony doświadczeniem z innych gier widząc że przeciwnik wystawił w pierwszej turze oddziały które nie będą punktować rzuciłem się na znaczniki. Cygor od razu ładnie trafił w horrory i mocno je poturbował ale potem już celował w GUO który brał wszystko na klatę (feel no pain).


Do walki wchodzi oddział bloodletterów 

Cygor wykonuje rzut w GUO (mimo że patrzy na bloodletterów) i trafia ale GUO bierze na klatę (feel no pain) 


 Ridersi ciągle trzymają znacznik i nabijają punkty.

 Guo przejmuje znacznik a za nim pojawiają się plaguebearers.

Do trzeciej tury było 6:1 ale potem niestety demony w nieodpowiednim momencie przejęły inicjatywę. Dodatkowo GUO dość szczęśliwie obronił się przed uderzeniami moich minotaurów i odwinął się z pełną siłą przez co straciłem na do końca gry możliwości utrzymania jednego ze znaczników na rzecz przeciwnika.

Minotaury wpadają w GUO z nadzieją na zadanie obrażeń żeby osłabić jego uderzenie ... GUO broni dwa uderzenia (zadające po trzy rany) i w pełni sił oddaje ... 

Do gry wchodzi też doombull. Rozpoczęła się walka o znacznik. 

Gory trzymają swój znacznik ale bloodleterzy i kawaleria slaanesha ich wycinają w pień po przejęciu inicjatywy.

W rękach zwierzoludzi pozostał już tylko jeden znacznik. 



Plaguebearersi wpadają na doombulla ale ten dzielnie walczy i niszczy wszystkie demony - zostaje zraniony (2 rany z 8)

Rzeź na gorach. 

GUO tuż przed walką z doombullem.

Doombull fantastycznie rozniósł oddział plaguebearersów ale już GUO'wi nie dał rady, wytrzymał jedną turę walki mimo że wszedł do niej już zraniony. Demony przejęły inicjatywę w walce pozbawiając mnie mojego mocnego uderzenia w postaci minotaurów i przejęły znaczniki.

Wynik 14:7 dla demonów.

Generalnie byłem zawiedziony ale po przemyśleniu sprawy stwierdziłem że niewiele więcej mogłem zrobić. GUO był tym razem na moncych prochach bo 'feel no pain' ratował go chyba ze trzy razy przed zebraniem solidnych obrażeń.

Mój przeciwnik miał mieszane uczucia a ja jestem zdania że gra jest świetna.